sprzęt

Panasonic GH4R był świetny. Pewnie zaprzyjaźnilibyśmy się na dłużej gdyby nie jego bazujący na detekcji kontrastu auto-focus. W głębszej wodzie, przy słabszym oświetleniu był równie użyteczny co porcja wołowiny na wegetariańskim kongresie. Ale system 4/3 był wciąż kusząco pociągający, niczym Rachel Green w Przyjaciołach. Niewielkie rozmiary sprzętu bardzo upraszczały kwestie logistyczne a obiektywy Olympusa z serii PRO rzucały jakością na kolana. Więc może Olympus OM-D EM5 Mk II? Był super pomijając potraktowany trochę po macoszemu tryb filmowy. Dla mnie dość istotny… Przyjrzałem się więc trzeciej generacji, która w tym względzie była znacznie lepsza. I może nawet byśmy się polubili gdyby tylko producent z sobie tylko znanych powodów nie odchudził baterii do rozmiaru pojedynczego listka gumy Wrigley Spearmint, zapominając skompensować to redukcją zapotrzebowania na energię…

Ale przecież są jeszcze inne firmy, prawda? W efekcie dalszych poszukiwań zahaczyłem o Sony. W moim przypadku kompromisem między wielkością kamery a jakością obrazu okazał się zaprezentowany w 2020 roku najmniejszy na rynku pełnoklatkowy bezlusterkowiec oznaczony symbolem A7C. Naprawdę jest mały i lekki a przy tym pozbawiony pięty achillesowej dotychczasowych soniaczy – błyskawicznego opróżniania zawartości całej baterii. Przy nich bohaterowie filmu Pod Mocnym Aniołem byli tylko amatorami…
Dodatkowo A7C dzięki niezbyt wysilonej pełnoklatkowej matrycy o 24 milionach pikseli bez problemu możne pracować na wyższych czułościach. Do tego 693 pola bazującego na detekcji fazy układu auto-focusa momentami są aż nazbyt dokładne.
Dobra, wiem że na rynku jest A7S Mk III – taki sprzętowy odpowiednik Jennifer Lawrence. I nawet podobnie się ceniący. Mając nadzieje na jego zakup odbyłem swego czasu dłuższą rozmowę z moimi nerkami, ale temat upadł gdy podliczywszy wszystkie słupki z cenami okazało się ze musiałbym oddać obydwie. I jeszcze trochę dopłacić…
No więc mamy kompromis…

Po latach zabawy z wieloma najróżniejszymi obiektywami zdecydowałem się na dość radykalny krok – ostre cięcie w wyniku którego pozostały mi tylko tylko dwa szkła. Szerokokątny zoom Sony Carl Zeiss Vario-Tessar FE 16-35 f/4 ZA OSS i makro o nieco tylko krótszej nazwie Sony FE 90 f/2.8 Macro G OSS. Po prostu wchodząc do wody i tak jestem pozbawiony możliwości zmiany obiektywu, więc ich zbyt duży wybór na powierzchni po prostu przyprawiał mnie o ból głowy. Zamiast składać sprzęt i iść nurkować zamieniałem się w Sheldona Coopera dumającego nad Teorią Strun. I gdy półtorej godziny później wszyscy wychodzili z wody dzieląc się wrażeniami ja nadal stałem na brzegu wciąż nie mając dokonanego wyboru… Możliwe że z tym ostatnim lekko przesadziłem, ale tylko troszeczkę.
A teraz, o ile mam wątpliwości które ze szkieł zabrać pod wodę zawsze mogę rzucić monetą. I tylko jedna chmurka psuje ten sielankowy obraz. Czasami naprawdę brakuje mi rybiego oka. I jeszcze 24-70. A ostatnio pomyślałem że nie od rzeczy byłoby dokupić…

Muszę przyznać że pojawienie się Nauticama rozruszało dość mocno skostniałą branżę obudów podwodnych. Do 2009 roku innowacyjność producentów mocno przypominała tę z budowlanki w PRL’u. Aż tu nagle okazało się że można coś nowego wymyślić. Ot choćby zawór vacuum pozwalający na test szczelności obudowy jeszcze przed nurkowaniem, co doskonale wpływa na kondycję aparatu w przypadku źle założonych uszczelek.

Do dedykowanej do Sony A7C aluminiowej obudowy w zestawie mam szklany port kopułowy 180 mm oraz płaski port makro. Całość pozwala na zanurzenie zestawu do 60 metrów. Co prawda obudowa powinna wytrzymać i 100, ale po pierwsze port nie wytrzyma bo ma licencję do sześćdziesięciu, a poza tym i tak się tam nie wybieram.

Podstawę mojego oświetlenia stanowią dwie lampy ScubaLamp V6K Pro Mk II. Mają po 12.000 lumenów każda przy kącie świecenia 120 stopni co w większości sytuacji zdjęciowych jest w zupełności wystarczające. Zresztą czasami uśmiecha się do mnie los i dostaję na wyjazd lub testy coś ekstra – szwajcarskie Keldany. Doskonałe 8x o mocy 18.000 lumenów albo 24XR dające niebagatelne 35.000. I posiadające zdalne sterowanie. Bomba, nie?